„Wrzucisz szelmę w jedną przerębel, to on ci drugą wypłynie i jeszcze śledzia żywego w pysku trzyma”

„Wrzucisz szelmę w jedną przerębel, to on ci drugą wypłynie i jeszcze śledzia żywego w pysku trzyma”

Zapewne słyszeliście o tym, że Norwegia to takie miasto w Szwecji, a Duńczycy są jeżdżącymi na rowerach entuzjastami pornografii. Zderzenie ze ścianą stereotypów bywa bolesne, zwłaszcza gdy stoisz na pozycji uderzonego, ale kiedy nauczysz się używać materiałów wybuchowych, sama konfrontacja może być całkiem niezłą zabawą. Pod warunkiem, że zachowasz dystans i nie dasz się wciągnąć w nic nie wnoszące dywagacje, będące zasłoną dymną dla sprawy grubszego kalibru. Takiego tłustego i przepełnionego kompleksami, uciekającego z nieznośnym świszczeniem za każdym razem kiedy luzujesz wentyl bezpieczeństwa swojego rozmówcy, od samego początku zakładającego przejechanie się po randomowych przywarach twojego kraju. Dla zabawy, dla zabicia krępującej ciszy, bo uznał to za stosowne, skoro mieszkasz na jego ziemi.

Jako emigrant lądujący w obcym państwie, często bez wsparcia na miejscu w postaci znajomego lub dobrodusznego szwagra, jesteś skazany na to, aby w pewnym momencie skonfrontować swoje „jestem z Polski”, z niezbyt przychylnym pomrukiem rozczarowania ze strony tubylca. Jest w tym co piszemy sporo generalizacji, bo przecież ludzie są różni, ale zakładamy, że doskonale zdajesz sobie z tego sprawę i rozumiesz sens prezentowania przejaskrawionych sytuacji. A one się zdarzają – zwłaszcza kiedy twoja fizjonomia wskazuje bardziej na fińskie rozlewiska niż południowe stoki małopolski. Potem bywa różnie. Możesz na przykład usłyszeć, że Polacy to fajni ludzie, co prawda nijak nie komunikują się w języku „language”, często krzyczą na swoje dzieci, zdarza im się jeździć po pijaku bo są przekonani, że na tym zadupiu i tak nikt ich nie złapie, ale za to pracują za dwóch, wytrzymują na piętnastu metrach kwadratowych i jak nikt inny znają namiary na związki zawodowe. W dodatku ciężko nam idzie asymilacja, choć z drugiej strony trudno się dziwić, kiedy już po pierwszym zdaniu bywasz wkładany do pudełka z napisem „wąsaty emigrant ze wschodniej Europy, zaleca się zachować wszelkie środki ostrożności”. Całe szczęście, że na Islandii ciągle jesteśmy traktowani całkiem dobrze. Nie wiemy czy to zasługa „kameralności” tej wyspy i tego, że jednak ludzie się znają, czy zwiększonej świadomości społecznej, zdopingowanej wszechobecnie nam panującą tolerancją. Bez względu na okoliczności – nasze doświadczenia, po trzech latach spędzonych w różnych częściach Islandii i Norwegii, mówią jednoznacznie – to bardzo dobre miejsce do tego, aby być emigrantem. Jeżeli macie inne odczucia i chcecie powiedzieć jak bardzo się mylimy – komentarze należą do Was.

Wielokrotnie na zapytanie “Where do you come from?” odpowiadaliśmy: “What do you think?”. Nasze facjaty sugerowały interlokutorom Danię, Szwecję, Norwegię, Islandię, Finlandię, a czasem również Belgię, Francję czy Wielką Brytanię. Zdecydowanie za często, gdy odpowiadaliśmy półdumnie, że jesteśmy Słowianami prosto z wszędobylskiej Polski, następowała (czasem nieco przydługawa) chwila milczenia, wzrok wędrujący ku butom, miły uśmiech numer trzynaście na specjalne okazje, gdy ktoś chce szybko spierdolić z tego czasu i miejsca, a na końcu niedbale rzucone zdanie ucieczkowe: “Super, nie wiedziałem. Fajnie cię poznać, lecę, trzymaj się”. Czy ja mam trąd, myślę. Może nie umyłem się dzisiaj, prawdopodobnie w brodzie mój niedoszły kolega zauważył trochę porannej jajecznicy albo rzeczywiście mu się spieszyło. Jednak po kilku takich spotkaniach zaczynasz sobie uświadamiać, że padłeś ofiarą stereotypu model “Janusz” albo jesteś kosmitą z planety Cebulon. Tyle, że o drugiej stronie również można co nieco powiedzieć. Bo my – ufoki Europy, mamy w głowie świetnie rozwinięty wachlarz typowych cech Ragnarów, Svenów czy Bjarkich. I nie wahamy się ich użyć. Jednak dużo częściej zostawiamy to zdanie dla siebie.

Według powszechnie panującej wśród nas opinii, typowy Norweg to:

  • leniwy śmierdziel, który popija kawę, gdy ty z kolegami zapieprzasz z cementem na czwarte piętro. Marnotrawiący dobra materialne gnojek, któremu się wydaje, że jak zarabia przynajmniej kilkukrotność pensji większości krajów świata – może wszystko;

  • jest rasistą, ale boi się przy tobie powiedzieć, jak bardzo nienawidzi ciapaków i innych nacji zagarniających powoli kraik nad fiordami. Poza tym jest hipokrytą, który najpierw się uśmiecha i jest sympatyczny jak seans “Przyjaciół” z przyjaciółmi, a gdy sobie pójdziesz, zadzwoni do szefa, że byłeś z nim za długo na fajce;

  • jeśli idzie o alkohol, ma mniej więcej taką samą tolerancję jak my na niedzielny rosół i babcine bułeczki z jagodami – niby od święta, ale jak jest okazja, to pochłanialiby wszystko nawet codziennie. Niektórzy sądzą, że Norwegowie przez częściową prohibicję piją więcej od nas choć statystyki mówią, że w fiordolandzie spożywa się około siedmiu litrów czystego alko na głowę. Trzy litry mniej niż u nas, ale rosnący rynek trunków z przemytu to zabójca wszelkich statystyk. Poza tym Polacy mają zdecydowanie mocniejsze głowy. Oslo w niedzielny poranek wygląda jak postapokaliptyczne miasto – brudne i eksplodujące śmieciami;

  • wielokrotnie byłem świadkiem jak typowy Zbyszek z podmazurskich lasów w ciągu kilku chwil rozwiązywał na budowie problem, o którym kilkunastu Norwegów debatowało półtora dnia w ciepłym baraczku. Krótko mówiąc – uważamy potomków wikingów za mądrych inaczej;

  • kawa to podstawa każdego dnia. Jedynie Finlandia wyprzedza Norwegię w ilości spożywanej kofeiny. Jeśli zobaczysz Norwega z kawą, to znaczy, że albo jest na przerwie albo pracuje.

Duńczycy to ponoć ekologiczni porno-cykliści:

  • wielokrotnie w pracy słyszałem przechwałki od Larsa czy Matsa, że zaliczyli więcej kobiet niż ja poznałem w życiu, a trójkąty to zwykłe zabawy dla nastolatków. Chcesz hard-opowieści? Idź do Duńczyka, z pewnością po kilku zdaniach zauważysz nie tylko żółte od fajek zęby, ale też przerośniętą mentalną pałkę;

  • mieszkańcy najbardziej płaskiego skandynawskiego kraju, to miłośnicy dwóch kółek. Gdy kupowałem pierwszy w Norwegii rower, nabyłem go właśnie od Duńczyka, którzy przejechał na nim całą Skandynawię. Były właściciel wrócił do Kopenhagi, a rower po połowie miesiące rozsypał się, co wcale nie sprawiło, że zacząłem na Duńczyków patrzeć jak na pieprzonych oszustów;

  • przechwałki nie dotyczą tylko wyuzdanego seksu z połową miasta, ale także zwykłych codziennych rzeczy. Czego to Duńczyk nie widział, czego nie dotknął, czego nie próbował. Myślę, że dużo lepiej poczytać sobie CKM albo Cosmopolitan, gdzie znajdziecie mniej więcej podobne bzdury;

  • Duńczycy są tacy jak ich kraj – płascy, czasami tylko lekko pofalowani, ale ogóle otwarci na wszelkie zboczenia;

  • nie dawajcie Duńczykom za dużo wódki, bo was przelecą w myślach.

Islandczycy, czyli elfomaniacy z brzuchami do kolan:

  • wieść gminna niesie, że gdyby nie drastyczne ograniczenia w godzinach pracy Vinbudin (sklep z alkoholem), islandzkie ulice pełne byłyby nie tylko zataczających się owiec, ale również przysadzistych potomków Ingólfura Arnarsona, którzy na autopilocie wracają do swojej domowej produkcji bimbru;

  • życie na wyspie jest determinowane przez elfy decydujące między innymi o tym, gdzie i czy w ogóle powstają drogi, duże zagęszczenie specyficznych świąt (już niedługo Dzień Słodkiej Bułeczki) i ostatni album Björk. Bo liczy się tylko Björk;

  • podobno na Islandii ktoś kiedyś wyprodukował lekką, zabawną od początku do końca, komedię bez drugiego pato-dna, w której pokazały się nikomu wcześniej nieznane twarze z islandzkiego przemysłu filmowego. Obrazu do dziś nie odnaleziono;

  • Reykjavik jest imprezową stolicą świata i zapewne to jest przyczyną ciągłego spóźniania się przez Islandczyków (fakt, że mieszkają na drugim końcu wyspy na pewno ma racjonalne wytłumaczenie);

  • Islandia jest rajem na ziemi, w którym latem słońce nie zachodzi, zimą panuje noc polarna, a bezpośrednia bliskość Grenlandii potęguje możliwość spotkania niedźwiedzia polarnego.

Aby pozostać w klimatach subtelnej autoironii obejrzyjcie poniższy filmik:

O Szwedach i Finach dziś nie napiszemy, choć też lubią kawę, porno i rowery.

Tytuł posta zaczerpnęliśmy z nieśmiertelnego Sienkiewicza, zacytowanego przez jeszcze bardziej nieśmiertelnego Bronisława Maja. Posłuchajcie jak bardzo Henryk skrzywdził naszych sąsiadów zza morza.

https://www.youtube.com/watch?v=8-aZWUPSSGA

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
IceStoryobieżysmak Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
obieżysmak
Gość
obieżysmak

Wasze wpisy utwierdzają nas w przekonaniu, że północ to kierunek dla nas. W pierwszej kolejności myślimy o Islandii, choć wybór jest ciężki :) Dzięki za inspiracje!

IceStory
Gość

Północ, to naprawdę kierunek dla specyficznych ludzi, a po wpisach na Obieżysmaku, faktycznie widać, że jest to miejsce dla Was – nowa kraina do eksploracji :) Islandia na początek może być trudna, ale po wizycie w Detroit…zapewniam, że przeżyjecie :D Pozdrawiamy!