fbpx

Co nas zaskoczyło podczas pisania książki Szepty Kamieni?

Islandia potrafi zaskoczyć. Nawet gdy mieszkasz tu od lat, możesz spodziewać się, że tuż za rogiem mijałeś niejedną historię wartą zbadania. Albo miejsce, do którego od tej chwili będziesz wracać już zawsze. Pewnie nigdy nie powiemy, że znamy wszystkie ciekawe lokacje na wyspie, ale na pewno zobaczyliśmy już kilkadziesiąt tych mniej popularnych. Opisaliśmy je w obydwu naszych książkach. Chcąc uzupełnić pierwszą z nich musieliśmy, chcąc nie chcąc, trochę cofnąć czas. Co nas najbardziej zaskoczyło podczas ponownej pracy nad Szeptami Kamieni?

Do dziś pamiętamy w jaki sposób zaczęła się ta podróż. Od wizyty w banku. Postanowiliśmy zaryzykować, rzucić pracę, wziąć kredyt i przez dwa tygodnie się włóczyć. A potem, przez następne trzy miesiące, rozmawiać, poznawać, pisać. Kupiliśmy samochód, drona, komputery, aparaty. Wizja spłacania pożyczki przez następne pięć lat dodawała skrzydeł, ale też (co tu kryć), trochę je podcinała. Mogło przecież nie wypalić, ale my zawsze lubiliśmy stawiać wszystko na jedną kartę. Zaplanowaliśmy projekt zupełnie bez poczucia, że koniecznie musimy przywieźć z wyjazdu coś fantastycznego. Ważne, by było to inne, świeże i nasze. Bo o Islandii napisano i powiedziano już niemal wszystko. Nie interesowało nas, by odwiedzić słynne miejsca, choć i tak po drodze zaliczyliśmy, a później opisaliśmy niejedno z nich. W końcu nie jest łatwo ominąć olbrzyma. Jednak głównym celem było odnalezienie historii wśród tego, czego już nie ma.

Opuszczone budynki

I to było pierwsze zaskoczenie. Ilość opuszczonych domów, całych gospodarstw i fabryk, była niemal przytłaczająca. Od stowarzyszenia Eyðibýli á Íslandi (Opuszczone gospodarstwa na Islandii) nabyliśmy siedem niezbyt grubych książeczek. Opisywały ponad siedemset miejsc, z których ludzie zdecydowali się odejść. Jak się później okazało, na całej wyspie jest ich niemal trzy tysiące! Czy jest możliwe by spośród tylu opuszczonych budynków wybrać te z historią? W jaki sposób odnaleźć te, które mogą nam jeszcze coś opowiedzieć? Postanowiliśmy, że musimy odwiedzić część i zobaczyć, gdzie poczujemy ten szczególny rodzaj energii, który sam każe nam wejść w opowieść głębiej. Posłuchać tytułowych szeptów.

Opuszczone gospodarstwo na wschodzie wyspy, które znalazło się na pierwszej okładce Szeptów kamieni

Zawracamy

Kolejną rzeczą, która nas zdziwiła było to, że Islandczycy, w 2016 roku, chcieli rozmawiać. Wystarczyło zapytać. Wyspa zachłysnęła się turystycznym boomem, ogromnym zainteresowaniem jakie Islandia zyskała przez ostatnie lata. Tematy często pojawiały się same, płynęły jak Jökulsá á Fjöllum. W 2021 sytuacja nieco się zmieniła. Choć na wywiad można było się łatwo umówić, często go odwoływano. Czasami nasz rozmówca zapominał o tym, że miał się z nami spotkać i zwyczajnie gdzieś wyjeżdżał. A że mieszkał na końcu drogi w ostatnim domu, a do najbliższego miasta było ponad sto kilometrów, musieliśmy zawracać. Niecałe pięć lat, a zmiana jednak odczuwalna. 

Pustka

Trzecia rzecz, jaka rzuciła się w oczy, to że północ Islandii, to jeszcze większa pustka niż ta na Fiordach Zachodnich. Zwłaszcza w górę od Husaviku. Posępne tereny na Melrakkaslétta są hipnotyzujące, ale też nieco depresyjne, zwłaszcza gdy cały czas pada szary deszcz. Słowo izolacja, w ciągu całej drogi przez półwysep, nabrało trochę innego znaczenia niż to po drugiej stronie Islandii. Tutaj nawet nie ma gdzie się schować przed wiatrem. Na westfjordach są skały, wodospady, góry, a tutaj? Melrakkaslétta wygląda tak, jakby ktoś wygrabił cały teren z niepotrzebnych elementów krajobrazu. Potem wytruł rośliny i pozostawił jedynie odrapane, spuchnięte od soli i wiatru domy. Potem sypnął kilka garści drewna dryftowego na brzeg i poszedł sobie, zapominając o tym miejscu. Zdziwiło nas jeszcze bardziej, jak mocno spodobało nam się to miejsce. Jak łatwo tu myśleć, zapomnieć, być. 

Południowa część Fiordów Zachodnich. W drodze do doliny Selardalur.

Rodacy

Polacy na wyspie to największa mniejszość, ale spotykaliśmy ich niemal wszędzie. Nawet w najbardziej odległych wioskach i niewielkich osadach pilnowali recepcji czy muzeum, sprzedawali w sklepie, obsługiwali ludzi na stacjach benzynowych. Choć w 2016 roku było nas na wyspie sporo, to mieliśmy wrażenie, że ta liczba zwiększyła się przynajmniej o ¼. O dziwo nie spotkaliśmy przez ten czas praktycznie żadnych obcokrajowców, którzy pracowaliby podobnie. Pięć lat wcześniej w większości miejsc byli Niemcy, Francuzi czy Amerykanie. Może to kwestia tego, że zmierzaliśmy na wschód, a jak wiadomo, tam musi być jakaś cywilizacja 😉 

Bez końca

Ostatnią, ale nie mniej ważną rzeczą, która nas zaskoczyła było to, jak wielu miejsc jeszcze nie znamy. Byliśmy zdziwieni jak wiele Islandia ma nam, po tych 7 latach do powiedzenia. I co najważniejsze, to się nie kończy. Nadal, z ogromną chęcią jeździmy po wyspie i pokazujemy ją innym. Ale i wspólnie z tymi, którzy zdecydują się na wyjazd z nami, odkrywamy nowe zakamarki. Często, gdy pytamy naszych islandzkich znajomych o te miejsca, oni pytają: po co wy tam jeździcie? Sami nie wiemy, to silniejsze od nas. Ale tu już nie jesteśmy zaskoczeni 🙂

Droga do Norðurfjörður

“Szepty Kamieni. Historie z opuszczonej Islandii” zaczęliśmy pisać w 2016 roku. Choć książka ukazała się rok później, to na nowe, uzupełnione wydanie musieliśmy się zdecydować z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że wyczerpał się nakład. Poza tym, wiedzieliśmy, że tym razem nie możemy pominąć północy i poważniej potraktować Fiordy Wschodnie. Skończyliśmy pisać całość w 2021, nieco zaskoczeni, bo moglibyśmy opowiadać o wyspie jeszcze długo. Następne książki już w drodze. Tymczesm zostawiamy Was z najnowszym wydaniem, które możecie nabyć jedynie w sklepie Wydawnictwa Otwarte: www.bit.ly/SzeptyKamieniWyd2