Czerwone Pończochy

Czerwone Pończochy

Nad ranem śniłem o  wolno spadającym płatku śniegu, suchym i sypkim jak te małe kulki styropianu, co tak wszystkich wkurwiają, gdy zawiewa od bawiącego się w remont sąsiada. W moim śnie, śnieg spadał tak, jakby mu się nie chciało, jakby nie wyrażał zgody na to, że jest pierwszy, że stopnieje albo zostanie przykryty przez ziomali, którzy później zdecydowali się ruszyć po jedynej, słusznej dla śniegu drodze – w dół. Obudziły mnie kruki i wiatr, tłukący w szybę silnymi podmuchami. Ptaki stały w miejscu, próbując szybować, biły się z wichrem o przestrzeń. Wyjrzałem za okno, gdzie znajdował się śnieg z mojego snu, śpiący już na kamieniach, gęsto rozsianych za domem. Szczyty od dawna są białe i z dnia na dzień pokryte coraz szczelniej płaszczem, który zniknie być może na początku kwietnia. Wtedy góry obudzą się na nowo, trawa zacznie zielenieć i wypłowiałe jesienne kolory znikną jak wszystko. Demon Maxwella zawsze musi się w końcu poddać.

Leżałem i wyobrażałem sobie co czuć musiał pierwszy płatek śniegu spadający dziś na ziemię. Czy to, co czuć musi człowiek wchodzący pierwszy na barykady? A może to, co kołacze się w sercu gwiezdnego podróżnika, eksplorującego nową planetę? Chyba, że czuje to, co my wszyscy, gdy spadamy – ktoś musi być pierwszy, ktoś musi się podłożyć, stopić, zniknąć, by reszta mogła żyć w spokoju. Takie dość absurdalne myśli nawiedzają mnie od rana, a jednak to dziś jest 24 października i czterdzieści lat temu na Islandii stało się coś, co zmieniło myślenie tubylców, a było równie absurdalne i odważne jak decyzja, by jako pierwszy skoczyć z chmur. I tu warto zapytać, czy słyszeliście kiedyś o Czerwonych Pończochach?

ONZ ogłosiło 1975 rokiem kobiet. Temat podchwyciły islandzkie feministki, które zrzeszone w kilku kobiecych organizacjach, pod sztandarem Czerwonych Pończoch zaczęły knuć, co zrobić, by nie dość że uczcić rok w sposób spektakularny, to jeszcze nieco zmienić zdanie islandzkich fiutków o niedocenianych pracownikach z cyckami i tych kobietach, które spokojnie w domu wychowywały kolejne pokolenia rybaków, żon rybaków i pracowników przetwórni, robiących jedzenie dla rybaków. Sposób okazał się prosty, i dla mężczyzn, dość niespodziewany – prawie wszystkie kobiety (około 90%), postanowiły wziąć tego dnia wolne w pracy i przestać zajmować się domem. Islandczycy są w swoim mniemaniu trochę jak małe elementy klocków LEGO – bez nich ani rusz, a jak się zgubią, to po ptokach, więc wcale się nie dziwię, że zachciano im dopiec i pokazać, że również i bez kobiet, świat jakoś bardziej chujowo się kręci i już tak łatwo nie złożysz zamku Robin Hooda czy pirackiej tawerny. Niektórzy mogą się dziwić, jak w państwie o demokratycznych strukturach mogło dojść do tak przedziwnego wydarzenia, jednak biorąc pod uwagę liczbę ludności (w 1975 roku niespełna 218 tys.), zagadka rozwiązuje się sama.

Na ulice wyszły tysiące kobiet o różnych profesjach i w każdym wieku – od licealistek po emerytki. Oprócz organizowanych na ten dzień wieców, zaliczały pobliskie knajpy, spacerowały i jak tylko mogły, unikały pracy. Efekt jaki osiągnęły był właściwie natychmiastowy – według legendy, mężczyźni podobno nie radzili sobie z większością obowiązków domowych, fabryki działały na pół gwizdka, pozamykano niektóre szkoły i instytucje, a niektóre dzieci roznoszące tatusine biura i zakłady, omal nie pozwracały posiłków dzięki gotującym panom, oferującym jedyne, co brzydka płeć potrafiła zrobić – czyli kiełbaski. Ponieważ ów dzień bardzo dłużył się Islandczykom, nazwano go, hehe, “długim piątkiem”. A oprócz powszechnego szacunku należnego paniom, Islandia jako pierwsze demokratyczne państwo na świecie, wybrało w wyborach kobietę na prezydenta, a została nią Vigdís Finnbogadóttir, która z powodu braku kontrkandydatów piastowała stanowisko przez 16 lat, będąc prawdopodobnie inspiracją dla Aleksandra Łukaszenki.

Dziś kobiety na Islandii mają się dobrze, a nawet lepiej, ponieważ to niewielkie państewko, uchodzi za jedno z najbardziej przyjaznych kobietom miejsc naszego globu. Zatrudnienie wynosi prawie 80% i ciągle rośnie, a liczba mężczyzn i kobiet w islandzkim parlamencie jest prawie taka sama. Należy również dodać, że Zarządy firm muszą w składzie mieć minimum 40% kobiet. Nie będę wspominał o dzielonych z mężami urlopach macierzyńskich i intratnych dodatkach dla matek, a ostatnio również i dla ojców – świeżaków. Tak trzymać!

Jak widać na powyższym przykładzie, warto być czasami pierwszym płatkiem śniegu.

*Zdjęcie pochodzi ze strony BBC News

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o