Tasiilaq i baza wojskowa Bluie East Two – Wschodnia Grenlandia

Najczęściej mówi się o dziesięciu tysiącach beczek, chociaż bardziej prawdopodobne jest trzydzieści tysięcy. Można się tam dostać z Tasiilaq. Bez drona albo możliwości zobaczenia całego obszaru z góry nikt nie zorientowałby się, że niektóre są ułożone w kwiaty. To dużo zachodu. Przecież zanim wylało się z każdej prawie dwieście litrów paliwa lotniczego, sporo ważyły. Reszta leży poukładana w kilkuwarstwowe stosy, albo rozkłada się samotnie z widokiem na dryfujące góry lodowe. 

Do miejsca nazywanego ironicznie przez miejscowych “American Flowers” przypłynęliśmy latem, najpierw jednak pokonując trasę Islandia – Kulusuk, a stamtąd helikopterem do Tasiilaq. Największa miejscowość we wschodniej Grenlandii przywitała nas osiadającą wilgocią, która następnie ustąpiła słońcu. 

W Tasiilaq mieszka około dwóch tysięcy ludzi. Jest restauracja, sklep i informacja turystyczna, w której dowiemy się, że do koła podbiegunowego jest stąd sto pięć kilometrów, do Nuuk sześćset osiemdziesiąt, a do Ittoqqortoormiit leżącego na samej północy aż osiemset czterdzieści siedem (tutaj dowiesz się więcej o Tasiilaq). Naprzeciwko budynku znajduje się ściana pokryta zdjęciami Grenlandii, wykonanymi przez znanych fotografów zajmujących się terenami arktycznymi. Dużo dzieci jeździ na rowerach, ktoś próbuje utrzymać równowagę na segwayu. Mijają nas turyści z Niemiec. Jak na wschód, to bardzo zachodnie miejsce.

Śpimy w hostelu u Duńczyka Larsa, który jest znaną postacią reprezentującą tutejszy przemysł turystyczny. Gdy przychodzimy do biura żeby pokazać swoje twarze, zostawić reklamówkę z islandzkiej bezcłówki i zapytać o internet, odbiera telefon po czym dodaje: dzwonią pożyczyć pieniądze. 

– Nigdy nie mieliśmy tylu turystów z Polski – odkłada komórkę. – Dwa dni temu był tutaj Michał. 

Mówimy, że owszem, spotkaliśmy się z nim w Reykjaviku. Teraz leci na Spitsbergen, więc nie wiemy kiedy znowu uda się zobaczyć. Lars kiwa głową. 

Dom w Tasiilaq, który przeznaczył dla turystów jest dobrze wyposażony. Kilka sypialni, dwie łazienki, duża kuchnia z jadalnią, w której usłyszymy od jednej z jego pracownic, że niepodległość Grenlandii to wizja bez przyszłości. Zbyt dużo zależy od Danii. Za mało Grenlandia jest w stanie sobie sama zapewnić, aby być kompletnie suwerennym państwem. 

Tasiilaq zbudowano na gołych skałach. Kolorowe domy z tarasami i widokiem na ocean. Przez środek prowadzi asfaltowa droga. W porównaniu do Kulusuk to dwa różne światy, chociaż leżą od siebie oddalone tylko o kilkanaście kilometrów. Gdy lądowaliśmy jeden ze statków właśnie odpływał, więc w weekend wszystko mogło wrócić do normy. Łatwo sobie wyobrazić jak dużą rolę w życiu mieszkańców odgrywają turyści, pojawiający się na kilkupiętrowych, luksusowych jednostkach. Nie różni się to niczym od islandzkiego Ísafjörður czy innych miejscowości rozsianych dookoła wybrzeża, do których zawijają wycieczkowce. Wiele osób, z którymi rozmawialiśmy podkreślało, że dla niektórych biznesów decyzja firm przewozowych o tym, aby wybrać konkretny port, była ucieczką przed bankructwem.

*

Odległość pomiędzy Tasiilaq a opuszczoną, amerykańską bazą wojskową Bluie East Two wynosi około sześćdziesięciu kilometrów. Można się do niej dostać tylko przez kilka miesięcy w roku, gdy puści lód i tamtejsze wody nieco się uspokoją. Poza starym pasem startowym, na którym od kilkudziesięciu lat nikt regularnie nie ląduje, nie ma żadnego innego połączenia. Trzeba dogadać się z miejscowym rybakiem, lub dołączyć do organizowanego rejsu, gdy uzbiera się odpowiednia ilość chętnych. W drugiej opcji dopływa się również do lodowca Knuda Rasmussena, który stanowi integralną część wycieczki dla turystów.

Poza nami para z Danii, przewodnik i kapitan. Wypłynęliśmy wcześnie. Mała łódź szybko przemieszczała się pomiędzy górami lodowymi rozmiarów połowy bloku na Nowej Hucie. W oddali wysokie góry poprzecinane kolorami, zanurzone w chmurach, ze szczelinami wypełnionymi śniegiem. Zielonkawa woda odbijająca kształty, tworząc obrazy przypominające test Rorschacha. Stara ziemia. Rodzaj odczuwania, który powoli zaczyna zanikać w miejscach opanowanych przez boom turystyczny.

Chmury oddzielające szczyty od podnóża gór wyglądają tak, jakby ogromny malarz, przechodząc tędy, przeciął je szarą farbą. Beczki z daleka przypominają rudą trawę. Jest ich tyle, że tworzą szerokie, rdzawe łąki, pociągnięte przez horyzont pędzlem z grubym włosiem. Stara baza wojskowa wybudowana w latach czterdziestych ubiegłego wieku leży pośród krajobrazów, które wbijają się w człowieka jak drzazga. Drewniany pomost, przy którym można zacumować łódź, jest w połowie zapadnięty, wypełniony kamieniami i metalowymi częściami. Śruby, gwoździe, kruszące się w dłoni deski. W niesamowicie czystej wodzie widać pomarańczową blachę. Wybrzeże jest usiane złomem, który przez ostatnie dziesięciolecia miał szansę powoli wtapiać się w otoczenie. 

Od Hansa Husayna Harmsena, który pracuje w Grenlandzkim Muzeum Narodowym w Nuuk, wiemy nieco więcej o tym miejscu. Wraz ze swoimi współpracownikami, we wrześniu 2018 roku wybrali się, aby wykonać badania archeologiczne. Raport, który nam przysłał, jest najświeższym źródłem informacji o Bluie East Two i jedną z podstaw do działań duńskiego rządu związanych z czyszczeniem miejsc po działalności wojskowej na terenie Grenlandii. Czytamy w nim, że gdy nazistowskie Niemcy okupowały Danię w 1940 roku, Grenlandia znalazła się pod ochroną Stanów Zjednoczonych. Największa wyspa na świecie stanowiła ważne miejsce dla Aliantów, którzy wykorzystywali jej strategiczne położenie. Leżąc pomiędzy Ameryką Północną a Europą była idealnym miejscem dla samolotów latających między tymi kontynentami. Dodatkowo na terenie Grenlandii znajdowała się jedyna kopalnia kriolitu w Ivittuut, który był wykorzystywany do produkcji aluminium lotniczego. Ważnym czynnikiem były także warunki pogodowe pozwalające dokładnie prognozować aurę w zachodniej Europie. W trakcie wojny Stany Zjednoczone zbudowały kilka baz wsparcia, lotnisk, stacji radiowych i meteorologicznych w całym kraju. Określenie “Bluie” było amerykańskim oznaczeniem kodu dla Grenlandii z kierunkiem i liczbą identyfikującą lokalizację bazy jako Wschód i Zachód wzdłuż wybrzeży.

Pierwsze co rzuca się w oczy to, oczywiście, beczki. Z ich powodu Blue East Two kilka lat temu ujrzała światło dzienne, gdy jeden z fotografów umieścił zdjęcia w poczytnej gazecie. Są tej samej wielkości, chociaż ich rozkład zatrzymał się na różnych fazach. Mają wybrzuszone wieka, nabrzmiałe łączenia przechodzące w wygryzione dziury. Zapadają się, rozlatują, wsiąkają. Ziemia w bazie jest pokryta niską, rzadką trawą. Gdy się po niej chodzi czuć pod stopami jak jest miękka. Z raportu wiemy, że wśród pozostałości w bazie znaleźć można trzydzieści trzy pojazdy i części ciężkiego sprzętu, w tym różnej wielkości ciężarówki i samochody gąsienicowe. Jednym z najciekawszych jest rzadki typ traktora śnieżnego Allis-Chalmers M-7, którego używano w operacjach poszukiwawczo-ratowniczych podczas II Wojny Światowej. W ruinach hangaru znajduje się mobilna antena radiowa. W BE-2 najpopularniejszymi pojazdami były samochody Sterling i Ford, które posiadały napęd na tył dzięki czemu radziły sobie w wymagającym terenie oraz umożliwiały ciągnięcie ciężkich ładunków. Oprócz tego baza jest wypełniona sprzętami z epoki II wojny, pozostałościami po budynkach, cementowymi fundamentami, ziemnymi zabezpieczeniami przeciwlotniczymi oraz ogromną ilością materiałów infrastrukturalnych i diagnostycznych. 

Idąc w stronę zapadniętego hangaru, który wygląda jak dociśnięty palcem ogromny pająk, rozmawiamy o skażeniu, do którego tutaj doszło. Paliwo lotnicze rozlało się milionami litrów wsiąkając w ziemię i spowodowało zanieczyszczenie toksycznymi substancjami. Do tego dochodzi ogromna ilość azbestu. Nie wiadomo również ile materiałów wybuchowych znajduje się pod ziemią, i czy w ogóle były tutaj zdeponowane. Po drodze mijamy stojący w centralnym miejscu, nieco posągowo, ogromny boiler. Pod nogami strzela szkło. Drzwi bez klamek, kaloryfer, puszka po kakao. Skorodowane rury. Beczka z napisem “Water” kompletnie odstaje od innych. Łuski po nabojach wyglądają na młodsze, pewnie pojawiły się tutaj niedawno. W bazie jest cicho. Nie słychać cielącego się w oddali lodowca ani ptaków. Nic nie skrzeczy nad głową, chociaż to idealna pora roku.  

Większość baz Bluie została zamknięta zaraz po wojnie. Bluie West One (baza lotnicza w Narsarsuaq) i Bluie West Eight (baza lotnicza Sondrestrom) zostały przekształcone w komercyjne lotniska. Bluie West Six znana jako baza Thule nadal działa jako strategiczna instalacja dowodzenia Sił Powietrznych USA. Do głównych zadań baz Bluie we wschodniej Grenlandii należało przede wszystkim monitorowanie pogody, nawigacja i działania poszukiwawczo-ratownicze. Blue East 2 było również alternatywnym lotniskiem. 26 lipca 1942 roku Straż Przybrzeżna USA wylądowała w Ikateq wraz z załogą odpowiedzialną za budowę, aby ukończyć ponad kilometrowy, żwirowy pas startowy oraz kompleks infrastruktury, który zapewniłby warunki do życia i pracy dla kontyngentu żołnierzy i personelu. W czasie wojny Bluie East Two odnotowała kilka ważnych historycznie działań. Wśród nich było wykorzystanie bazy do zbombardowania niemieckiej stacji meteorologicznej na wyspie Sabine, leżącej około 965 km na północ. Nalot nie udał się z powodu złej pogody. W latach 1942 – 1943 baza była również odpowiedzialna za operacje ratunkowe na czapie lodowej oraz wsparcie innych jednostek, między innymi w Scoresbysund leżącym w północno wschodniej Grenlandii.

Nasz przewodnik Søren, który przez kilka lat był nauczycielem historii w szkole w Tasiilaq mówi, że same beczki po paliwie lotniczym zajmują około trzech hektarów, chociaż w rzeczywistości nie wiadomo ile ich jest i czy idąc głębiej nie dokonalibyśmy kolejnego odkrycia. Pokazuje wydrukowaną, czarnobiałą tabelkę z informacjami, którą prewencyjnie trzyma w wymiętej folii.  Zapytany co sądzi o tym składowisku rdzewiejących śmieci, w jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi, odpowiada że to idealny pomnik ludzkiej głupoty, który powinien zostać nietknięty. Wojsko wydaje niewyobrażalne pieniądze na bazy wojskowe, które następnie porzuca z całym sprzętem. 

Po wojnie większość baz, w tym Bluie East Two, stało się zbędnych i ostatecznie zostały opuszczone w 1947 roku. Pas startowy był wykorzystywany jeszcze w latach późniejszych, między innymi, aby wesprzeć budowę radaru DYE-4 w Kulusuk. Po zamknięciu bazy, duński rząd nie był zainteresowany obiektem. Znaczna część wyposażenia, paliwa, drewna czy innych wartościowych materiałów z Bluie East Two, została wykorzystana przez Grenlandczyków. 

– Pomijając kwestię sprzątania po sobie, to niewybaczalne poniewieranie środkami – mówi Søren. – Ich przeznaczenie w tej części świata powinno być kompletnie inne. Biorąc pod uwagę status materialny większości mieszkańców okolicy, to wręcz niehumanitarne. Śmianie się tym ludziom prosto w twarz. Oczywiście Grenlandczycy zabrali to, co wydawało im się przydatne. Głównie drewno i olej. Istna mrówcza robota. Trzeba było transportować wszystko łodziami, a wcześniej zdemontować to czego Amerykanie nie uszkodzili. To częsta praktyka. Żołnierze niszczą najcenniejszy sprzęt, którego nie uda im się zabrać ze sobą. Zastanawiam się – dodaje po chwili – jak Grenlandczycy znosili fakt, że niedaleko ich domów, Amerykanie spędzali czas mając ciepłe budynki i elektryczność.

Granice bazy są nieokreślone, ale rozciągają się na przybliżoną powierzchnię około stu dwudziestu trzech hektarów. Wpływ działalności ludzkiej na środowisko lokalne jest spory głównie ze względu na wykonane prace ziemne czy zbudowanie infrastruktury (podłączenie wody, wybudowanie drenażu czy podłączenie elektryczności). Od 1943 do zamknięcia BE-2 w 1947 roku, główny obszar zawierał kilka specjalistycznych budynków, w tym hangar lotniczy, warsztaty, garaże, przepompownie, magazyny, koszary, radiostacje, centra łączności czy biura administracji. Inne budynki zlokalizowane wokół Bluie East Two były połączone z bazą drogami szutrowymi. Nie ma konkretnych danych na temat tego ile budynków znajdowało się w rzeczywistości w Bluie East Two oraz jakie konkretnie funkcje spełniały. Wszystko jest spekulacją. Jednak na podstawie historycznego zdjęcia z lat 1944 – 1945 wykonanego tuż przed końcem wojny, można stwierdzić, że w bazie znajdowały się co najmniej czterdzieści cztery konstrukcje. Chociaż biorąc pod uwagę ilość drewnianych materiałów budowlanych, można szacować, że przez cały okres istnienia BE-2 było ich co najmniej od dziewięćdziesięciu do stu.

Podobno pod ziemią zakopane jest kilkaset kilogramów dynamitu. Mają to potwierdzić archiwalne zdjęcia, na których żołnierze pozują na tle magazynu. Wiadomo również, że wojsko musiało posiadać tu broń artyleryjską, bo na starej fotografii widać jak urządzają sobie strzelanie do gór lodowych. Nie wiadomo jednak dokładnie ile jej było i jaki jej rodzaj przechowywano w bazie Bluie East Two, chociaż najprawdopodobniej to dziewięćdziesiąt milimetrów. Søren nie jest pewien i prosi, aby skontaktować się z nim po rejsie. Sprawdzi i da znać. Mówi również, że chętnie pomoże z informacjami na temat bazy, musi jedynie trochę poszperać. To jego ulubione miejsce, w które zabiera ludzi z całego świata. 

Po powrocie do Reykjaviku dostaliśmy maila, że było bardzo miło, ale niestety nie ma czasu nam pomóc. Projekt wydaje się zbyt duży, a on teraz ma inne sprawy na głowie.

Więcej wpisów o Grenlandii znajdziesz tutaj.

Informacje na temat Bluie East Two pochodzą z: H. Harmsen, M. Myrup, H. Lange, Survey Report of Ikkatteq, Bluie East 2 (BE-2). Semersooq Municipality, East Greenland, Nuuk: Greenland National Museum and Archives 2018. Hans podzielił się z nami raportem w grudniu 2018. Z informacji, które dotarły do nas w 2019 wynika, że prace nad posprzątaniem bazy ruszyły, część beczek została już przewieziona na wybrzeże, skąd zostaną zabrane statkiem. Jednak osoby, które są blisko całej akcji sprzątania po amerykańskim wojsku nie potwierdziły kiedy właściwie cały proces się zakończy 🙂

Zdjęcia z bazy wojskowej Bluie East Two

Zdjęcia z Tasiilaq