W

Wyspy Owcze – podsumowanie „Faroe Way”

Wyspy Owcze to kilometry pustych dróg, gościnni ludzie i zupełnie inny rodzaj ciszy niż na Islandii. Wspomnienia i doświadczenia, jakie w nas zostały po kręceniu “Faroe Way”, są jednymi z najcenniejszych, jakie do tamtego momentu mieliśmy w plecaku. Minęły ponad trzy tygodnie od naszego powrotu. Pora na małe podsumowanie.

Pierwszy raz Wyspy Owcze odwiedziliśmy pod koniec kwietnia 2017 roku. Był to jeden z najlepszych prezentów, jaki mogliśmy sobie sprawić po ciężkim roku pracy i spędzeniu mnóstwa czasu nad książką. Już wtedy było magicznie i wiedzieliśmy, że Owcze staną się, paradoksalnie, swoistym azylem, gdy będziemy chcieli odpocząć od Islandii. Te kilka dni, podczas których przyszło nam jedynie chłonąć, odsypiać i podziwiać widoki z Hotelu Føroyar, postawiły nas na nogi i podładowały baterie na kolejne miesiące. Bo, co tu dużo kryć, przepaść na dobre w takim miejscu, jest niezwykle łatwo. Zwłaszcza gdy jedziesz bez konkretnego planu i poczucia, że musisz się spieszyć.

W tym roku miało być inaczej. Właściwie w natłoku niemalże codziennego “skajpowania” i wymiany ważnych myśli, przeoczyliśmy moment, kiedy padło na Wyspy Owcze. Ten wybór przyszedł tak niespodziewanie łatwo i naturalnie, że dwa miesiące później, dogrywając ostatnie założenia wyjazdu, zdaliśmy sobie sprawę, że ta podróż będzie nie tylko “epicka” (prywatnie), ale również przełomowa na wielu frontach. Projekt, który tworzył się pomiędzy opowieściami, oczekiwaniami i obawami, nabrał realnych kształtów i nic nie było w stanie zatrzymać tej karuzeli. Dobrze jest w życiu trafiać na ludzi mających w sobie ten rodzaj odwagi, który wątpliwości potrafi przekuć w obietnicę niezapomnianej przygody. A nasza trójka, jak się później okazało, miała nie tylko przejść przez etap “docierania się”, ale również udowodnić sobie, że w tym północnym szaleństwie jest metoda, która stanowi jedynie początek dla dalszych projektów.  

Gdy zdecydowaliśmy się na wspólną pracę z Kubą Witkiem, autorem świetnie przyjętego dokumentu “Isoland”, nie spodziewaliśmy się, że wszystko pójdzie jak po maśle. Poznaliśmy się trochę, gdy Kuba odwiedzał Islandię, a na archipelagu mieliśmy okazję dotrzeć tę znajomość, która cholernie lekko przerodziła się w przyjaźń. Dlatego pierwsze podziękowania kierujemy właśnie do niego, za zaufanie i otwartość, która pomogła nam stworzyć niepowtarzalną atmosferę na wyjeździe.

Kolejne podziękowania należą się Kindze i Ivanowi z Klaksviku, którzy trójce wędrowców z Północy udostępnili swój dom, nie widząc nas wcześniej na oczy. To ten rodzaj zaufania, który musi wynikać z czegoś więcej niż czyjaś strona w internecie jako dowód, że nie jesteśmy kosmitami. To samo z Sabiną Poulsen z Wyspy Owcze FO i Tomkiem Przybylskim, którzy ugościli nas mając na głowie budowę i dwójkę dzieci, a przy okazji poświęcili czas, by trochę się z nami powłóczyć.

Następne podziękowania należą się Maćkowi Brenczowi z bloga Farerskie Kadry, który swoim pisaniem mocno inspirował nas podczas podróży. Maciek to człowiek absolutnie zakochany w Wyspach Owczych, w tajemnicach skrywanych pod kamieniami, przepastnych krajobrazach, a za jakiś czas, by jeszcze mocniej zagłębić się w życie na archipelagu, będzie uczestniczył w kursie języka farerskiego.

Można by jeszcze wymieniać długo, komu i za co. Ale i na to przyjdzie czas. Wszystkim bohaterom filmu, osobom postronnym, tym które pożyczyły sprzęt, tym które znalazły filtry do drona oraz pani ze stacji, za dobrą kawę, wysyłamy wielkie podziękowania.  

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *