T

Tunel w lodowcu na Islandii. O tym co się kryje wewnątrz Langjokull

Into the glacier to jedna z tych atrakcji turystycznych na Islandii, która praktycznie w całości została wykonana ludzką ręką. Sam fakt, że lodowiec Langjökull, w którym wydrążono tunel, natura tworzyła w tym miejscu ponad 7.500 lat, jest mniej ważny w obliczu tego, że za półtora wieku ten lodowy olbrzym zniknie całkowicie z powierzchni Islandii.

Niekończące się połaci lodu, trudne do przejścia tereny, usypiska, znikające ścieżki i oczywiście sama aura pogodowa na Islandii sprawiły, że podróże w dawnych czasach bywały często męczące, a czasem i niemożliwe. Nie zaskakuje więc fakt, że rozległe tereny lodowca Langjökull (isl. „długi lodowiec”) nazywano wieloma różnymi imionami, w zależności od tego, z jakiego miejsca spoglądało się na ten obszar – Balljökull, Geitlandsjökull, Eiriksjökull, Skjaldbreidarjökul czy Blafeldsjökull.

Jeszcze 7.500 lat temu, lodowiec był zaledwie zarodkiem. Cztery tysiące lat później zaczął rosnąć, by już na początku naszej ery, przybrać rozmiary młodego giganta. W czasach pierwszych osadników, potrafił przerazić swą wielkością, nieprzewidywalnością i mocą, a dziś, po szczytowej fazie swojego rozwoju, drugi największy lodowiec Islandii (950 km2), zaczyna powoli umierać. W 2115 roku przybierze postać podobną do tej, którą miał na początku, a pięćdziesiąt lat później, zniknie na zawsze, wraz ze wszystkimi swoimi imionami. Jest to naturalny proces, na który człowiek nie może nic poradzić. Dlatego tak fascynująca i ważna, z punktu widzenia nauki, jest możliwość podróży do trzewi lodowca Langjökull, który zaledwie przez dwa lata zyskał miano „obowiązkowej atrakcji turystycznej”. Dlaczego tak się stało?

Na początek kilka faktów, które uświadomią nieco skalę podjętych działań:

  • w projekcie Into the glacier, którego przygotowanie i realizacja zajęły ponad 4 lata, wzięło udział dziesiątki islandzkich inżynierów, geologów, glacjologów, artystów i architektów
  • wydrążenie tunelu trwało 14 miesięcy – od marca 2014 r. do maja 2015 r.
  • w trakcie wykopalisk, każdego dnia we wnętrzu Langjökull, pracowało od 4 do 8 osób wykopując ponad 5.500 metrów sześciennych lodu
  • w lodowcu Langjökull znajduje się około 200.000.000 m3 lodu, zatem sam tunel, stanowi 0.00275% lodowca
  • lód, który znajduje się wokół i nad zwiedzającymi ma niewiele ponad 30 lat
  • tunel opada na głębokość 40 metrów i ma 500 metrów długości, co czyni go najdłuższym tego typu sztucznym tworem na świecie.

Miejsce, z którego odbierani są turyści to Húsafell, które znajduje się około 2 godziny jazdy od Reykjaviku. W mapach Google wbijamy Into the glacier i ruszamy jedynką na północ. Tuż przed mostem w Borgarnes skręcamy z jedynki na drogę numer 50, na Hvanneyri, a po kilkudziesięciu kilometrach na 518 (Hálsasveitarvegur), która doprowadzi nas do Húsafell. Parking otoczony jest bujnymi krzewami i dobrze oznaczony tablicą informacyjną. Na miejscu są toalety i niewielki sklepik. Jednak ci, którzy jadą do lodowca rano, powinni wcześniej zaopatrzyć się w wodę i coś do jedzenia.

Z Húsafell jest już tylko 25 kilometrów do punktu, z którego wyruszamy do tunelu. Jeśli jesteśmy odważni, mamy odpowiednie ubezpieczenia, a przede wszystkim auto 4×4, możemy pokusić się o dojechanie do punktu samotnie. Ale nie jest to przyjemna trasa, nawet dla jeepów, które leżały “rozkraczone” przy drodze w ilości sztuk dwie. Nie polecam podróżować samemu, zwłaszcza przy złej pogodzie, jaka nas zastała w tym miejscu: mgła, marznący deszcz, silny wiatr. Krajobraz po bokach przypominał jak zwykle inną planetę. Można się przyzwyczaić. Roślinność stopniowo topniała im wyżej wjeżdżaliśmy, potem pojawiła się na chwilę znowu, jakby chciała dać jakąś nadzieję, by po chwili znów zniknąć, tym razem już bezpowrotnie. Odnosi się wrażenie, że ktoś wyznaczył jej granicę – „dotąd i ani kroku dalej!”

Po pół godziny jazdy dojechaliśmy do niewielkiego budynku, w którym została część grupy udająca się na lodowiec autem. Razem z kilkoma osobami zostałem w autobusie, ponieważ w budynku niedaleko czekały na nas stroje do jazdy skuterami śnieżnymi z Mountaineers of Iceland. Pomyślałem, że przy tej pogodzie wolałbym chyba być dowieziony busem, ale gdy tylko założyłem strój, od razu mi przeszło. Aż musiałem wyjść na zewnątrz by się nie zagotować. Po półgodzinnym oczekiwaniu wsiedliśmy do samochodu, którym jechałem po raz pierwszy w życiu – ogromnego Man Kat’a 8×8. Nie znam się na motoryzacji, ale ten potwór naprawdę zrobił na mnie wrażenie.

Niecały kwadrans i wjeżdżamy na lodowiec, na którym już czekają skutery śnieżne. Jazda nimi przypomina z początku tę na motocyklu, ale potem wszystko już jest inaczej. Przejeżdżamy obok przepaści, jakimi poprzecinany jest Langjökull, głębokich na kilka metrów. Utrzymanie równowagi utrudnia też padający deszcz, przez który pojazd ślizga się po powierzchni lodowca. Niektórzy spadają wraz ze skuterami w większe dziury, ale nikomu nic naprawdę złego się nie dzieje – podążamy po ścieżce wyznaczonej przez przewodnika. Kończy się na kilku siniakach.

Nagle z mgły i deszczu wyrasta rura kanalizacyjna, podobna do tej, w której przechadzają się bohaterowie horrorów. Naszą przewodniczką jest dziś Thelma, dla której jesteśmy pierwszą grupą w życiu. Schodzimy po metalowym dywanie ułożonym na śliskim podłożu. Na dole, w niewielkiej sali, dostajemy raki i podążamy do wnętrza lodowca. Jest to doświadczenie zgoła inne od ostatniej wizyty w naturalnie utworzonej jaskini w Mýrdalsjökull. Tam odnosiło się wrażenie przebywania w trzustce chorego, umierającego potwora. A tutaj, ponieważ jaskinia została wydrążona w najbardziej stabilnej części lodowca, uzyskujemy efekt „encyklopedycznej wyprawy live” po zdrowej tkance monstrualnego organizmu.

Oprócz tego, że od Thelmy dowiedzieliśmy się faktów, o których możecie przeczytać wyżej, a także rzeczy, które jakoś umknęły mojej uwadze, mogliśmy być świadkami jej krótkiego występu w lodowej kaplicy. Dość niespodziewanie, Thelma, chcąc zaprezentować nam jak pięknie działa tu echo, zdecydowała się zaśpiewać najsmutniejszą islandzką kołysankę „Sofðu unga ástin mín” (Śpij dziecino moja). W lodowej świątyni zabrzmiała przejmująco i przeszywająco, jakby za chwilę 200 metrów sześciennych lodu miało spaść nam na głowy.

Wraz z grupą Azjatów, Amerykanów, Rosjan i Włochów, chodziliśmy korytarzami, o których dowiedzieliśmy się, że z góry przypominają kształtem serce. Byliśmy nie tylko w kaplicy, ale też w pokoju pokazowym, podświetlonym tak, że lód przybierał wszystkie odcienie błękitu. Byliśmy nad sadzawką, w której pływały małe kawałki lodu, obserwowaliśmy jak eroduje jedna ze ścian i jak sam lodowiec zamyka szczeliny, żyje i porusza się, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać.

Wizyta w Langjökull z pewnością jest czymś niezwykłym. W końcu kto może powiedzieć, że był kiedyś nie tylko na, ale i wewnątrz lodowca? Chodził w jego trzewiach, widział niezwykły kolor przeczystego lodu? A choć jest to tunel sztuczny, to fakt ten nie ujmuje uroku przebywania z czymś, co choć tak potężne i z pozoru silne, zaczyna bezpowrotnie odchodzić z tego świata.        

Jeżeli interesuje Was tunel w lodowcu na Islandii, sprawdźcie ofertę Into the Glacier.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *