W

Włamanie i kradzież na Islandii

Islandia zmienia się na naszych oczach. Do tej pory myśleliśmy, że ma to ogromny związek z turystyką, że coś takiego jak kradzież na Islandii, to jak maskonur w grudniu. Jednak po tym, co się ostatnio wydarzyło, już nigdy nie spojrzymy na wyspę w ten sam sposób. Tydzień temu miało miejsce wydarzenie, które dało nam milion punktów doświadczenia w tym niewielkim, islandzkim RPG. To nie będzie miły i grzeczny post. Jesteśmy wkurwieni.

Godzina 20:30, wracamy od przyjaciół z Vogar. Oglądaliśmy filmy, wypiliśmy piwo, zjedliśmy trochę chipsów. Dużo śmiechu, spokój. Pomimo sztormu byliśmy w znakomitych humorach. Z odtwarzacza płynie utówr The National, „Anyone’s ghost”. Berninger śpiewa: I had a hole in the middle where the lightning went through, I told my friends not to worry, I had a hole in the middle, someone’s sideshow to do, I told my friends not to worry.

Od razu wiemy, że coś jest nie tak. Lampa w ogrodzie przykryta czarnym workiem, z drugiej wykręcono śruby i żarówkę. Otwarte drzwi ocekają wodą, wiatr trzaska nimi jak zabawką. Nic się nie zgadza oprócz kota, który stoi przy miseczce i miauczy. Na początku myślimy, że właścicel robi jakieś eksperymenty z elektrycznością, bo czasami padał u nas prąd. Ani przez chwilę nie przechodzi nam przez głowę, że ktoś zrobił nam to, co zrobił. Jakby to słowo nie mogło nam przejść przez gardło. Bo jak to? Na Islandii? Serio? W kraju, w którym nie zamyka się drzwi? W kraju, który od lat przoduje we wszelkich możliwych rankingach? Gdzie przestępczość, to margines, o którym nawet nie warto mówić? A jednak, stoimy pośrodku mieszkania, rozglądamy się dookoła i w końcu jedno z nas wymawia to głośno: „Kurwa, okradli nas”.

Telefon na policję, natychmiast. Berenika biegnie do naszego islandzkiego sąsiada, okazuje się, że ktoś z kopa rozwalił mu drzwi. Telefon do Bjorna, natychmiast. Wchodzimy do środka. Od razu widać okno, z którego wyrwano zatrzask, jednak w środku nie ma śladow błota, brudu, liści czy chociażby najmniejszego źdźbła trawy. Czekoladki odłożone z wyjątkową pieczołowitością. Jakby ktoś spokojnie przestawiał rzeczy w poszukiwaniu skarbów, których przecież nie mamy. Na podłodze leżą dokumenty, umowy, papiery, książki powyrzucane z półek, stare zdjecia, puste pudła po sprzętach i jedenastoletni laptop. Jest tak stary, że pamięta jeszcze jak przeglądałem na nim pierwsze informacje o kryzysie na Islandii. W sypialni szafy wywrócone na lewą stronę i dwie puste dziury po komputerach, centrach życia, w których przez ostatnie lata składaliśmy to, co udało nam się osiągnąć. Trzy lata w Norwegii, 5 lat na Islandii i ponad 2 lata wspólnego życia. Terabajty materiałów ze wszystkich krajów nordyckich. Tysiące zdjęć z młodości, stare wiersze, tak złe, że nie pokazalibyśmy tego nawet sobie nawzajem. Jednak najgorsze uczucie przychodzi, gdy uświadamiamy sobie, że początek nowej książki, wszystkie materiały do niej, skończona książka o Norwegii z setkami zdjęć i wszystko, co udało nam się zebrać do „Szeptów”, nie zostały w całości wrzucone na chmurę.

Daliśmy się uwieść poczuciu bezpieczeństwa, temu ładnemu obrazkowi, w który bezrefleksyjnie chcieliśmy wierzyć. Islandia nie jest już miejscem, w którym nie zamyka się drzwi. Przez ostatni tydzień poznaliśmy wiele nowych osób, które mają podobne doświadczenia. Sposób działania bandytów był w ich przypadku taki sam. Od policji dowiedzieliśmy się, że mają tak wiele spraw o włamanie, że dosłownie „toną pod ich stosem”. I następuje to rozczarownie, gdy przychodzisz na komisariat i dowiadujesz się, że w jednej z najbezpieczniejszych stolic świata, nie jesteś kimś wyjątkowym. Dowiadujesz się od innych, że tak naprawdę to wszystko jest tajemnicą poliszynela, a okradzeni Islandczycy rozkładają ręce i mówią: „nic nie da się z tym zrobić”. I stoisz nad ranem gapiąc się w okno, przez które przecisnął się intruz, próbujesz tłumaczyć sobie racjonalnie, dlaczego ktoś „zgwałcił” twoje poczucie bezpieczeństwa i przestrzeni.

Zastanawialiśmy się czy taki człowiek wie w ogóle, co zostawia po sobie. I nie chodzi tu o sferę materialną, ale o to, że w okradzionym powstaje dziura. Ogromna jama, z której co jakiś czas będą dochodzić poszeptywania: „sprawdź jeszcze raz”, „na pewno zamknąłeś drzwi?”, „weź to na wszelki wypadek” itd. Bo przecież ktoś jadł z twojej miseczki. Ktoś pił z twojego kubeczka. A po wszystkim kazał ci się przygotować psychicznie na to, że wróci po więcej.

Na tę chwilę, na prośbę policji, nie możemy podawać żadnych szczegółów dotyczących sprawy, jednak chcielibyśmy Wam podziękować. Nie wiemy czy kiedykolwiek dostaliśmy tyle wsparcia, ciepła i zwykłej ludzkiej życzliwości w postaci udostępnień informacji o skradzionym sprzęcie, trafnych uwag i cennych informacji, wysyłanych przez totalnie obce osoby. Część z nich bardzo mocno otworzyła nam oczy na to, co ostatnio dzieje się w Reykjaviku i te wiadomości mają dla nas ogromną wartość. Okazało się, że Polonia żyjąca na Islandii ma w sobie ogromną moc, z której na co dzień nie zdajemy sobie tu sprawy.

Setki słów pocieszenia, wspierających komentarzy i tropów, które w sporej mierze naprowadziły nas na cenne dla policji informacje – za to nie da się podziękować inaczej niż pracując dalej. W końcu po to wszyscy tu przyjechaliśmy, by sprawdzić czy trawa po drugiej stronie naprawdę jest zieleńsza. Ale na pewno nie po to, by w ciągu 7 minut ktoś zniszczył wszystko, na co pracowaliśmy kilka lat. Nie oznacza to jednak, że składamy broń. Pozytywną stroną tego wydarzenia są ludzie i ich dobra energia. A i zaczynanie wszystkiego od zera nie jest nam obce 🙂

Gdybyś chciał się podzielić z nami czymkolwiek, co może mieć związek z tą sytuacją lub chciałbyś nam opowiedzieć o swoich doświadczeniach związanych z włamaniami na Islandii, prosimy odezwij się do nas. A ty, złodzieju, do zdjęcia głównego dopisz sobie „YOU”.

 

  1. Pozdrawiam we Francji,
    szczerze wspolczuje ! Czytalem juz o tym na blogu Waszych znajomych.

    Od czasu jak probowali mu tu ukrasc rower z balkonu ( Spadl z drugiego pietra, oni zwiali )
    mam takiego tika, ze – nawet w dzien -sprawdzam oba pokoje i kuchnie, tzn rzucam okiem, zanim siade do jedzenia czy komputera…po kilka razy dziennie.

    Takze rozumiem to Wasze h****e uczucie dobrze. A w ub roku w Paryzu dalem sobie ukrasc portfel w kolejce miejskiej. Ehhh, nikomu nie zycze.

    3majcie sie.

  2. Nie spodziewałbym się, że coś takiego może wydarzyć się właśnie na Islandii. Bardzo Wam współczuję. Zawsze myślałem, że to właśnie to jedno z nabezpieczniejszych miejsc, gdzie coś takiego nigdy się nie wydarzy.

  3. Ilona says:

    Kurcze, strasznie Wam współczuję… Kiedy okradli nam biuro (co prawda w Polsce, nie na Islandii), nie mogłam pozbyć się uczucia, że sytuacja może się powtórzyć, bo ktoś nieproszony wszedł na mój teren. Trzymam kciuki za jak najszybsze (i pozytywne dla Was) rozwiązanie sprawy przez policję.

  4. An Ja says:

    Niebezpieczne sytuacje zdarzają się nawet w bardzo bezpiecznych miejscach. To bardzo przykre, że tak Was doświadczył tak los. Mam nadzieję, że uda Wam się szybko o tym zapomnieć i odzyskać to co dla Was drogie i cenne. Pozdrawiam serdecznie i ciepło.

  5. Edyta Tkacz says:

    Też mieszkam w miejscu, które na początku wydawało mi się krainą, w której kradzieże i inne nieprzyjemne rzeczy nie istnieją, a jeszcze do niedawna ludzie zostawiali domy i samochody otwarte. Uświadomił mnie mój szef, który pracował dodatkowo jako tłumacz na policji. Robił tłumaczenia, gdy obcokrajowcy popełniali przestępstwa, wiedział więc o wielu kradzieżach i innych zdarzeniach. Po wysłuchaniu opowieści kilku osób pracujących podobnie jak on, zdałam sobie sprawę, że niezależnie od szerokości geograficznej, obok ludzi żyjących normalnym życiem, jest jeszcze zupełnie inny świat, o którym nie mamy pojęcia. I obyśmy nie mieli. Czasem ten „inny świat” wdziera się brutalnie w naszą rzeczywistość. Byle jak najrzadziej. A świat, w którym nie zamyka się drzwi na klucz, to małe wioski, gdzie wszyscy się znają i do których nie docierają obcy. Czyli pewnie już nie istnieje.
    Najważniejsze, że nic wam się nie stało. Rzeczy materialne zawsze da się odzyskać, odkupić. Życzę szybkiego powrotu do równowagi!

  6. Aga says:

    Ogromnie przykra sytuacja, bardzo Wam współczuję. A złodziejom życzę połamania nóg przy kolejnej eskapadzie, tym ludziom powinno się obcinać łapy przy pierwszym ujęciu przez policję 🙁 Nie mogę ze 100% przekonaniem powiedzieć Wam, doskonale wiem przez co przechodzicie – nigdy nie straciłam aż tyle, choć przeżyłam coś podobnego.

    Mnie okradziono, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami. Co więcej, złodziej wszedł do mieszkania na totalnego bezczela – wszyscy oprócz mnie byli w domu. Tata nic nie słyszał będąc pod prysznicem, brat siedział u siebie w słuchawkach, mama hałasowała w kuchni krajalnicą, a dwa psy myśliwskie (!!!) warowały przy niej licząc, że coś skapnie. Wszedł do pierwszego pokoju z brzegu, przeszukał biurko, wyrwał kable z laptopa i uciekł z samym komputerem. Nowiuteńki, piękny laptop do grafiki. Zdjęcia, których nie chciało mi się zgrać przez 1,5 roku, w tym mojego nieżyjącego już, ukochanego psiaka. Praca licencjacka, którą całe szczęście codziennie wysyłałam sobie na maila (czasy przedchmurowe).

    Mieszkamy w domu z klatką schodową, tylko dwa mieszkania, u góry wtedy śp. babcia. Nie miał kto zwrócić uwagi, nie miał kto usłyszeć, że coś dziwnego się dzieje. Masywna brama do klatki dawała takie poczucie bezpieczeństwa, że nie przyszło nam do głowy, że klamka na zewnątrz drzwi antywłamaniowych to jakiś absurd producenta, a mieszkania nigdy nie zamykało się od wewnątrz. Okazało się, że zamek do tej ciężkiej bramy wejściowej ktoś rozkręcił i przygotował tak, by otwierała się na sam popych. Prawdopodobnie obserwował dom i ruszył do akcji w momencie, kiedy mój samochód odjechał spod domu (telefon od mamy „Aga, pożyczałaś komuś komputer?” dostałam jakieś 15 minut po wyjściu). Nie mogliśmy liczyć na odszkodowanie, bo nie było śladów włamania. Według policji mogłam wykręcić śrubkę z zamka, a kompa wsadzić do szafy.

    Najgorsze było właśnie poczucie naruszenia przestrzeni, bycia ofiarą zaplanowanego, perfidnego działania, bycia podglądaną. Kilka dni później rodzice ruszyli na zaplanowane wcześniej 3-tygodniowe wakacje. Środek lata, a ja najpóźniej o 18 zaciemniałam dom roletami antywłamaniowymi i zamykałam się na cztery spusty. Nie mogłam spać w nocy. Osoba, która ot tak weszła sobie do mojego pokoju miała mało czasu, ale widziała cały dobytek mojego ponad 20-letniego życia: aparaty, płyty, sprzęt grający, z wypłatą którą dostawałam wtedy w gotówce rozminęła się o jedną szufladę. Choć to nie miało sensu, byłam pewna że wróci. Nikomu nie życzę takiej paranoi i strat, i sentymentalnych, i materialnych.

    F* YOU i ode mnie, złodzieju.

  7. Galubalu says:

    Nie pozostaje wam nic innego jak czekać na dalsze wydarzenia i może jakaś zbiórka pieniędzy?? Mysle że tacy ludzie z pasją jak wy powinni uzbierać pewną sumę na sprzęt by wracać intensywnie do roboty 🙂 było minęło działamy dalej.

    1. BiP says:

      No właśnie czekamy, ale robimy dalej to, co robiliśmy. Szkoda tylko, że po raz kolejny musimy się udać w te same miejsca, które mamy objechane po 100x 😉 A zbiórki pieniędzy nie zrobimy, bo mamy nadzieję, że ubezpieczalnia nam wypłaci trochę gotówki za stracony sprzęt i mamy jakieś zaskórniaki na czarną godzinę. Pozdrawiamy ciepło <3

  8. Monika says:

    Przykro to czytać… Po pierwsze dlatego, że spotkało to właśnie akurat Was, po drugie – że takie rzeczy zaczęły dziać się na Islandii. W kraju, który uważałam za ostoję spokoju i bezpieczeństwa… Współczuję i mam jednak nadzieję, że jakimś cudem odzyskacie to, co cenne i że mimo wszystko odzyskacie nie tylko rzeczy, ale też spokój. Podejrzewam, że teraz ciężko będzie z poczuciem bezpieczeństwa w tych czterech kątach, ale trzymajcie się!

    1. BiP says:

      Wiesz Moniko, pal licho sprzęt, pal licho te wszystkie filmy i książki, ale to, czego nie odzyskamy chyba nigdy, to właśnie spokój, wewnętrzna cisza i zdigitalizowane wspomnienia. W tej kolejności. Przykro nam, że Islandia nie jest już dla nas tym, czym była kiedyś. Pozdrawiamy mocno z RVK <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *