J

Jaskinia lodowa w Breidamerkurjokull

Najnowsze wpisy

Przed tą wycieczką mieliśmy pojęcie czym różni się jaskinia lodowa i jaskinia lodowcowa na Islandii, ale nie widzieliśmy tej różnicy na własne oczy. Kilka miesięcy temu odwiedziliśmy lodowiec Myrdalsjokull leżący nad wulkanem Katla, gdzie złożyliśmy wizytę w jednej z topniejących jaskiń lodowcowych. Dobrze pamiętając obraz błękitnego lodu, zmieszanego z wulkanicznym pyłem, udaliśmy się na początku grudnia do lodowca Breiðamerkurjökul. To tam po raz pierwszy w życiu mieliśmy okazję zobaczyć inny rodzaj zimnego błękitu. Czystszego, równie fascynującego i pamiętającego pierwszych osadników. Tego, o którym rozpisują się przewodniki, a który można zobaczyć na Islandii w zimniejszej połowie roku – od listopada do marca.

Przed wizytą w jaskini lodowcowej myśleliśmy, że znajdziemy się w gigantycznym, przestrzennym korytarzu, w którym przez zamarznięty sufit zobaczymy wschód słońca rozszczepiony na tysiące małych błysków, które zniekształcą światło i zbudują atmosferę z innej planety. Niewiele się pomyliliśmy, aczkolwiek okazało się, że popularne “ice caves” nie są tak wielkie, jak je sobie wyobrażaliśmy. Po wszystkim, gdy wracaliśmy już do domu, “ogromne” były jedynie wrażenia. A o to właściwie w tym wszystkim chodzi.

Jeśli planujecie wybrać się do jaskini lodowcowej, jedyną opcją jest wykupienie przejazdu z przewodnikiem. Można to zrobić z Reykjaviku lub na miejscu, gdy dojedziecie do zatoki lodowcowej Jökulsárlón. Ponieważ od jakiegoś czasu jaskinie lodowe, poza zorzą polarną są główną atrakcją, która przyciąga zimą każdego roku na Islandię tysiące ludzi z różnych zakątków świata, warto zrobić rezerwację z maksymalnie dużym wyprzedzeniem. Ceny są takie takie same jak kupienie wycieczki “na miejscu”, a my zyskujemy pewność, że znajdzie się dla nas miejsce w Super Jeepie (my robiliśmy rezerwację na Guide to Iceland). Dodatkowo, ponieważ jaskinie lodowcowe są naturalnym tworem, który powstaje i znika co roku, warto pamiętać, że ich zwiedzanie jest mocno uzależnione od pogody i warunków drogowych. W zimie zdarzają się sztormy, bywa, że wiatr dosłownie przewraca samochody, więc do tego typu wycieczki trzeba mieć zdroworozsądkowe podejście. Więc czasami pomimo najszczerszych chęci, niestety w sztormowy dzień nie uda nam się zobaczyć tej lodowej formacji. W naszym przypadku nie było wyjątku – gdybyśmy się wybrali dzień wcześniej, żaden z operatorów nie zabrałby nas do Breiðamerkurjökull, bo w interiorze wiatr przekraczał dopuszczalne normy. Niedziela okazała się nadzwyczaj łaskawa, bo nawet chodząc po lodowcu nie można było wyczuć najmniejszego podmuchu wiatru.

Breiðamerkurjökull jest jęzorem lodowcowym, który pochodzi z największego lodowca w Europie – Vatnajökull. Breiðamerkurjökull ciągle się przesuwa, roztapia i pęka, powiększającym tym samym lagunę lodowcową Jökulsárlón i sprawiając, że pełna jest bezwładnie dryfujących po niej gór lodowych. Według naszego przewodnika laguna za kilka lat straci swój urok i przeobrazi się w “zwykły fiord”.

Na miejsce dowiózł nas Benny, jasnowłosy Islandczyk, który poinformował nas, że niedługo przyjedzie Super Jeep z nowym przewodnikiem. Niecałe dziesięć minut później, na parking wjechał biały samochód na czterech potężnych oponach, a za kierownicą siedziała uśmiechnięta dziewczyna. Pokazała nam gdzie konkretnie znajdował się brzeg lodowca w zeszłym roku i jak daleko się cofnął. Jedno z pierwszych zdań, jakie wypowiedziała do nas w temacie ostatniej aktywności wulkanów, brzmiało: “Jeśli ja się niczego nie boję, wy również nie powinniście się bać. Jeśli ja zacznę się bać, wy tym bardziej powinniście”. Od razu też twardo postawiła warunki, które ze względów bezpieczeństwa powinny być zawsze przestrzegane, obojętnie jaki operator zabierze Was w podróż po świecie jaskiń lodowcowych. Jest to osiem zasad, o których warto pamiętać, zanim wejdzie się do jaskini:

  • nikt nie wychodzi z samochodu bez kasku
  • każdy musi mieć raki
  • nikt nie oddala się na odległość większą niż 50 metrów
  • słuchamy przewodnika i wykonujemy jego polecenia bez dyskusji
  • żadnych spacerów po lodowcu bez przewodnika
  • nikt nie chodzi po “dachu” jaskini lodowcowej
  • jeśli ktoś zdejmie kask w jaskini, wraca do samochodu
  • raki zdejmujemy przed wejściem do auta, kask w aucie

Gdy w końcu wyposażeni w hełmy i raki, stanęliśmy przed “bramą” do jaskini, byliśmy lekko zdziwieni. Prawdopodopodobnie nikt z całej grupy, karmionej przecież ultrapięknymi zdjęciami pokazującymi wnętrzności lodowca, nie spodziewał się, że wejście będzie wyglądało jak…dziura w ziemi. Jakby rozpędzony pojazd kosmiczny o dziwacznych kształtach wbił się w lód i zostawił potężną, ziejącą chłodem jamę, nieco mniejszą niż w filmie “The thing” Carpentera. Prawdopodobnie nikt z nas nie znalazłby też tego niepozornego miejsca samodzielnie.

Zresztą wyobraźcie sobie, że wokół Was są potężne góry o ostrych kształtach, pokryte bladoróżowym śniegiem w świetle poranka, jak zastygłą, brudnobłękitną masę widzicie jęzor lodowca, skąpany we wschodzącym słońcu, poza tym kamienie, pustka i czas, który jakby tu nie istniał. Jedynie 4 godziny światła. Przez resztę dnia, lodowce przykrywa aksamitna ciemność. I w tym wszystkim wy, jadący wielkim Super Jeppem, który w tych okolicznościach przyrody wygląda jak resorak, którym bawiliście się w dzieciństwie. I właśnie w tym momencie człowiek uświadamia sobie, dlaczego do zwiedzania jaskiń lodowych potrzebujemy przewodnika.

Na zwiedzenie całości, zrobienie zdjęć i zachwyty dostaliśmy około czterdziestu minut. Samo wnętrze to czysta magia. Jakbyśmy znaleźli się w jednym z opowiadań Lema lub filmów sci-fi, gdzie grupa naukowców wchodzi do mroźnego wnętrza, by na końcu znaleźć zahibernowane ślady nieznanej rasy, ovomorphy, z których wyklują się zabójcze istoty i oplotą twarze wszystkich uczestników wycieczki. Na szczęście żadne irracjonalne zagrożenie nie było ani ukryte w głębi jaskini, gdzie poszarpane struktury śniegu wyglądały jak czarnobiałe kaszubskie sękacze, ani zahibernowane pod lodem, w którym od ponad ośmiuset lat uwięzione było jedynie powietrze.

Dla jednych jest to wyśmienita zabawa, dla innych inspiracja, dla kolejnych osób obiekt badań, a dla jeszcze innych okazja do zobaczenia piękna natury w pełnej okazałości. Zwłaszcza, że udało nam się przebywać w jaskini podczas wschodu słońca, który podkoloryzował wszystko, dodał uroku i całkowicie zaczarował to miejsce.

  1. Justyna says:

    To chyba najbardziej niesamowite miejsce, które ostatnio widziałam na fotografiach na jakimkolwiek blogu podróżniczym. Po prostu odlot! Muszę tam się wybrać i podziwiać na własne oczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *