Wiatr ma imię. O islandzkich dźwiękach

by

Otwieram oczy o czwartej nad ranem. Pod powiekami pulsuje zły sen. Nie ten z gatunku wstydliwych czy groźnych, o którym potem deliberujesz w myślach cały dzień. Po prostu zły. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego, bo zapominam go po kilku sekundach. Z początku odnoszę wrażenie, że obudziły mnie tajemnice i meandry gastrologii, skręcone jelitami pół metra pod głową. Ale to nie to. Wsłuchuję się w ciszę domu, w stukoty, skrzypnięcia i telewizor, przy którym co noc zasypia nasza sąsiadka. Wyodrębniam każdy, najmniejszy szelest i muśnięcie, słyszę jak ktoś, gdzieś daleko, odpala auto. Wyłapuję uchem, jak miniaturowy dzwoneczek uderza raz po raz, wystukując rytm kocich kroków Belli, polującej na nocne ptaki. I nagle do mnie dociera. Ciągle nie mogę się przyzwyczaić. Jest za cicho. Wiem, co się zaraz stanie.

Gdzie jest mój śmietnik?

by

Dwadzieścia po trzeciej, gdzieś pomiędzy dniem a nocą. Leżę w wannie. Od ponad godziny dolewam gorącej wody, mając nadzieję, że jestem bezpieczny. Godzina wilka, gdy ludzki organizm jest podatny na najgorsze załamania i choroby. Spowolnione reakcje chemiczne oczyszczają mózg z toksyn, spada temperatura ciała i jesteśmy jak otwarte dla kidnapera okno w dziecinnym pokoju. Podobno najwięcej zgonów następuje przed świtem, między trzecią, a czwartą. Najłatwiej też podejść wtedy wędrowca, który zmęczony usnął przy ognisku. W łazience nie ma jednak ani ogniska ani okien. Jest ciepło i szczelnie. Jedyny dźwięk pochodzący z zewnątrz, to wiatr przypominający potępieńczy chór albo ryk potężnej piły, zarzynającej barany z pobliskiego pastwiska.

Bolludagur, Spreingidagur, Öskudagur – czyli islandzkie świętowanie na początku lutego

by

Polacy mają swój Tłusty Czwartek, Czesi świętują Dzień Golonki, Niemcy lubią się kończyć na Oktoberfest, a Włochom zawdzięczamy międzynarodowy Dzień Spaghetti. Czymś truć się trzeba. Islandczycy kochają słodkie bułeczki. To właśnie nimi w najbliższy poniedziałek będą napełniać brzuchy wszyscy od Keflaviku po Seyðisfjörður, ponieważ obchodzony będzie Bolludagur, znany też pod nazwą Dnia Słodkiej Bułeczki (8 lutego).

Czarna śmierć skacze na jednej nodze

by

Gdy od lat czujesz w sobie krew Wikinga, gdy budząc się w nocy przypominasz sobie zamiast tabliczki mnożenia panteon nordyckich bogów, kiedy wśród twoich marzeń jest zamieszkanie w krainie lodem i ogniem płynącej, a na samą myśl o uczcie zakrapianej zalatującym kminkiem alkoholem o nazwie „Czarna śmierć” gdzieś na zimnej północy, przeszywa cię w podbrzuszu miły dreszcz rozkoszy, powinieneś wybrać się na islandzkie święto…rolnika, znane tu pod nazwą Bóndadagur. Tak jest, właśnie od tego dnia rozpoczyna się islandzkie Þorrablót (thorrablout) czyli święto zimy.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij