Wyprowadzka życia

by

To był impuls. Poczułem, że muszę to zrobić. Przypadkowo usłyszana w kiblu piosenka Beach House pt. „Norway” sprawiła, że spakowałem rzeczy, porzuciłem dom z większością tego, co posiadałem, by z czystym kontem wyjechać do miejsca, gdzie może będzie lepiej, gdzie może coś się zmieni. Rzeczy, o których nikt mi nie powiedział przed emigracją znalazłoby się sporo, ale uświadomiłem je sobie dopiero, gdy dojechałem do Oslo. Jeśli ktoś chciałby kiedyś wybyć na dłuższy czas lub na stałe, zmienić miejsce i warunki gry, stać się pełnoprawnym emigrantem, który bez lęku w duszy jest w stanie zostawić spory promil przeszłości za sobą, powinien przeczytać kilka rad, o których można pomyśleć, że są oczywiste, jednak niewiele osób spośród poznanych przeze mnie rodaków, zastosowało je w praktyce.

Oprę się w głównej mierze na moim wyjeździe do Norwegii, co dobrze się składa, ponieważ coraz więcej emigrantów znad Wisły wybiera właśnie ten kierunek. Powody są różne, o czym pisaliśmy niedawno, więc warto przed wyprowadzką życia, jeśli nie jesteśmy zmuszeni do natychmiastowego opuszczenia kraju z powodu dżumy, dożywotniej kary więzienia czy teściowej z nożem, uświadomić sobie własne słabości, spisać nadzieje, życzenia oraz plusy dodatnie i ujemne, by ze spokojną głową wsiąść na prom w kierunku „lepszej przyszłości”. Bo nie od dziś wiadomo, że lepsza przyszłość zależy nie tylko od tego jak pracujesz w swoim zawodzie, ale też jak pracujesz nad sobą.

Dwunastu Apostołów Emigracji

by

Pamiętam jak w prehistorycznych czasach, lat temu prawie dwadzieścia, Kazik śpiewał: Są różne odcienie szarości. Od czerni do białości. Jednak jeśli zanurzamy się w paletę ludzkich emocji, jaką reprezentuje dumny i zacny ród znad Wisły, zdecydowanie możemy mówić o dziesiątkach kolorów, mieniących się na mapie świata, jak miliony rybek w jeziorku emigracji. W założeniu post miał mieć tytuł „Wszystkie odcienie buraka” i traktować o śmietance, której zagranicO wydaje się, że opanowali kontynent, zawłaszczyli ziemie i niepodzielnie panują nad hordami dzikusów (wszak wiedzą lepiej i więcej, co do szczęścia potrzebuje tubylec), ale jednak nie. Nie, bo jesteśmy naprawdę mądrym narodem i zdecydowałem się, z przymrużeniem oka, opisać różne rodzaje polskich charakterów, jakie spotkałem na obczyźnie, pracując nieraz w miejscach, które podsumowuje się krótko – „współczuję”.

Chleb powszedni skandynawski

by

Przed przeczytaniem tego wpisu, musisz sobie odpowiedzieć na jedno zajebiście ważne pytanie: czy mam w domu piekarnik? Jeśli odpowiedź brzmi TAK, czytaj dalej. Jeśli NIE, wyjdź z domu, kup piekarnik i przeczytaj jak upiec chleb

Kto kiedykolwiek chodził o dwudziestej drugiej z siatką PSS Społem czy Hitpol do piekarni w jakiejś randomowej kamienicy, wie jak smakuje i pachnie świeży, ciepły chleb. Wielokrotnie Polacy, którzy wyemigrowali wspominają smak polskiego pieczywa i tęsknią za „Słowiańskim” czy „Światowidem”, a przeżuwać muszą ektoplazmę w postaci pompowanej gąbki z pseudozboża.

Subiektywny dekalog komunikacyjny Oslo

by

Wielokrotnie pytano mnie jak wygląda komunikacja w Oslo. Zarówno osoby wybierające się turystycznie do Norwegii, jak i ci, którzy pragnęli zostać tu na stałe lub popracować, chcieli wiedzieć jakimi środkami komunikacji najlepiej się poruszać, by jak najszybciej dotrzeć do  najpopularniejszych/ważnych miejsc w stolicy. Często notowałem również pytanie o ceny biletów i jakość podróży. W poniższym poście postaram się opowiedzieć konkretnie i bez zbędnego kokonienia, czym, jak i gdzie oraz jak najtaniej. I dlaczego emigranci jeżdżą w pomarańczowych wagonach.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij