Bolludagur, Spreingidagur, Öskudagur – czyli islandzkie świętowanie na początku lutego

by

Polacy mają swój Tłusty Czwartek, Czesi świętują Dzień Golonki, Niemcy lubią się kończyć na Oktoberfest, a Włochom zawdzięczamy międzynarodowy Dzień Spaghetti. Czymś truć się trzeba. Islandczycy kochają słodkie bułeczki. To właśnie nimi w najbliższy poniedziałek będą napełniać brzuchy wszyscy od Keflaviku po Seyðisfjörður, ponieważ obchodzony będzie Bolludagur, znany też pod nazwą Dnia Słodkiej Bułeczki (8 lutego).

Wersja do pobrania TUTAJ

Trochę jak w bajce o Jasiu i Małgosi, każdy sklep spożywczy, opływać będzie bitą śmietaną, owocami i dżemami, którymi nabita będzie przesłodka Bolla. Polakom może przypominać nieco nasze Ptysie. Inkrustowana z wierzchu mielonymi orzechami, lukrem czy polewami Bolla, sprawi że nawet największy przeciwnik cukru, prawdopodobnie skusi się przynajmniej na jedną bombę kaloryczną. Bolludagur obchodzony jest dokładnie siedem tygodni przed Wielkanocą. Właściciele piekarni, w przeciwieństwie do pracowników, już zacierają ręce, bo zgodnie z prawami rynku, słodkie bułki można kupić na kilka dni przed godziną zero. Prawie każda piekarnia ma swoje specjały – wybór jest potężny, a miłośników łakoci może przyprawić o ból brzucha i słodziutkie mdłości.

Święto słodkiej bułeczki, najprawdopodobniej przywędrowało na Islandię z otwartej na wszelkie życiowe przyjemności Danii, której mieszkańcy razem z norweskimi piekarzami wprowadzili też, pod koniec XIX wieku, tradycję sprzedawania specjałów w poniedziałek przed Wielkim Postem. Zwyczaj ten był charakterystyczny przede wszystkim dla większych miast, które posiadały swoje piekarnie i cukiernie, a do mniejszych miejscowości przywędrował dużo później.

Po przesłodkim Bolludagur, nadchodzi w Islandii czas na Sprengidagur (9 lutego). Wszyscy tradycjonaliści gotują i jedzą solone mięso, żółtą fasolkę szparagową i zupy, także na padlinie z pobliskich pastwisk. Sporo osób kojarzy zapewne skecz Monty Pythona o obżartuchu w restauracji, który pękł z przejedzenia. Islandczycy w Sprengidagur też mają pozwolenie by jeść do nieprzytomności, ale za zwyczaj nie pękają. To ostatni dzień karnawału i muszą przygotować się na Środę Popielcową. Kierownik w restauracji IKEA, stwierdził że najwięcej gości obsługuje się właśnie w Sprengidagur, zwanym też tłustym wtorkiem. Tego dnia szwedzką restaurację odwiedza od trzech do czterech tysięcy osób, a pociechy do 12 roku życia mogą zjeść posiłek za darmo.

Kiedy Twojemu dziecku z radości cieknie ślina i aż trzęsie się przy szafie, to niechybny znak, że mieszkasz na Islandii i właśnie zaczął się Öskudagur – Środa Popielcowa. Właśnie w tym dniu na ulicach miasta widać duże grupy młodocianych przebierańców, którzy podobnie jak w Halloween, chodzą do domów, restauracji i siedzib wielu firm, zbierając słodycze lub fanty. W porównaniu z Halloween jest tylko jedna różnica – duchy, czarownice, piraci i młode trolle, za garść słodyczy muszą zaśpiewać piosenkę lub wyrecytować wiersz. Zwyczaj zdrowszy, milszy, rozwijający kulturę i struny głosowe najmłodszych. Jedynie dorośli po czterdziestu piosenkach czują się jak po maratonie „Od przedszkola do Opola”.

Dawno temu, w Środę Popielcową, okrutne islandzkie dzieci wsadzały do beczki żywego kota. Jeśli mali szczęściarze znaleźli na tym pustkowiu jakieś drzewo, to wieszali pojemnik nad ziemią (nie zdziwilibyśmy się, gdyby robili to nad lawą) i kijami uderzali tak długo, aż ten rozbił się i zwierzak, już wolny, pędził na złamanie karku do najbliższej kryjówki. Wygrywał osobnik, który jako pierwszy zniszczył beczkę, otrzymując w ten sposób tytuł Kociego Króla. Dziś dzieci uderzają patykami pojemniki napełnione porcją słodyczy.

Jak widać najbliższe święta na Islandii, to mieszanka słodkości z mięsiwem. Dodajmy do tego kilka kropli Brennivina i cieszmy się razem z Islandczykami, mieszkającymi w kraju, w którym małe, słodkie przyjemności rozświetlają często ponury, zimowy krajobraz.

3 Responses
  • Dajana W.
    Luty 7, 2016

    „Jedynie dorośli po czterdziestu piosenkach czują się jak po maratonie „Od przedszkola do Opola””- aż parsknęłam, bo oczami wyobraźni zobaczyłam prowadzącego OPDO, stojącego po pas w śniegu, z tą ręką mierzącą hałas, przed islandzkim domkiem i przed islandzkimi poprzebieranymi dziećmi, które jeszcze trawią darmowy posiłek z ikea. 😉 Ta moja wyobraźnia to chyba też tak ruszyła po tłustym czwartku i nadmiarze cukru. 😉 A zwyczaj z kotem w beczce, dobrze,że odszedł do lamusa!

    • IceStory
      Luty 7, 2016

      wyobraźnię masz, że wyrażę się jako nauczyciel w spoczynku, wzorową! Cukier krzepi, ale jego nadmiar faktycznie może prowadzić do imaginacyjnej rozwiązłości 😉 Rozbawiłaś nas swoim komciem i w nagrodę zrobimy Ci bollę, jak zdecydujesz się kiedyś przejechać przez Grundarfjordur. A jak będziesz miała dość cukru – czipsy z dorsza zawsze na propsie. O koty na Islandii się nie martwimy, pola lawowe to naprawdę komfortowa kuweta.

      • Dajana W.
        Marzec 18, 2016

        Nauczyciel w spoczynku? W takim razie pozdrawiam jako nauczyciel przed spoczynkiem, a nawet jeszcze przed odpaleniem kaganka oświaty! 🙂 Chociaż już coraz bliżej, już tuż, tuż – ostatni rok studiów. 🙂 Wpaść do Grundarfjordur to może i wpadnę, ale jak się już skończy te huraganisko u Was i mój własny mały huragan w studenckim budżecie! :)) Chociaż jeśli obiecacie, że zrobicie mi taką porządną wałówkę z tych bolli na drogę powrotną, że się pan na lotnisku przeżegna przed podniesieniem walizki, to może mój studencki żołądek wygra z rozsądkiem! 😀

Co o tym myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij